"Amerykański inwestor" miał wybudować w Inowrocławiu sanatorium. Prace do tej pory nie ruszyły!
Należy zadać sobie pytanie, czy interes miasta został w dostatecznym stopniu zabezpieczony, skoro inwestor nie wywiązał się z zapowiadanej inwestycji?
Ratusz stracił kontrolę nad dużą działką w bliskim sąsiedztwie tężni i jak twierdzi kontakt z właścicielem terenu. Kwota 500 tys. zł kary jaką miałby zapłacić „amerykański inwestor" dla przeciętnego mieszkańca Inowrocławia wydaję się duża, bo można za nią kupić np. domek jednorodzinny. Jednak biorąc pod uwagę działkę o powierzchni 12 tys. m2 to kwota 500 tys. zł jest nieduża. Świadczyć może o tym zachowanie właściciela, który jak widać karą się nie przejmuje.
Nie możemy mieć pretensji do małżeństwa, które kupiło atrakcyjną działkę za niską cenę 92 zł/m2, ponieważ zrobiło świetny interes. Pretensje możemy mieć do władz miasta.
Zadziwiający jest fakt, że przedstawiciele Urzędu Miasta, nigdy nie upublicznili ważnej dla mieszkańców Inowrocławia informacji, kto jest tajemniczym inwestorem. W prasie można było jedynie znaleźć określenia typu „amerykański inwestor". Zazwyczaj dane inwestorów są podawane, ostatni przykład kasyno.
Żeby nie ochrona danych osobowych ujawnilibyśmy ze szczegółami kto kupił grunt, bo posiadamy takie informacje. Zapewnić mogę mieszkańców, że nie jest to żaden „John Williams z Las Vegas". Jest to osoba o czysto polskim nazwisku i imieniu mieszkająca w województwie podkarpackim, w gminie Żołynia.
Ja prowadząc działalność gospodarczą, zawsze przeprowadzam wywiad o moich dużych kontrahentach, czy są godni zaufania. Szkoda, że nie zrobiono tego w przypadku sprzedaży gruntu w Solankach.



























Kontakt:
O sanatorium możemy sobie
pomarzyć. Pytanie tylko czy władze Ina coś z tym zrobią?
Nic nie zrobią
przecież zadłużenie już ma duże i co nie potrafią tego wyegzekwować?